obraz2.jpg (84694 bytes)

Bitwa nad Kaczawą 

PROLOG

    Śląsk w czasie wojen napoleońskich należał do Królestwa Pruskiego. W wyniku przegranej wojny z Francją w latach 1806 – 1807 jego mieszkańcy musieli dźwigać ciężary związane z kwaterunkiem żołnierzy, znosić w takich przypadkach różnego rodzaju grabieże i licznie nakładane kontrybucje. Pamięć o tych wydarzeniach przetrwała wiele pokoleń. Po przeszło stu latach O. Koischwitz opisując dzieje Jawora w czasach napoleońskich gorzko zauważył “Obywatele uprowadzani byli często przez zuchwałych, rabujących i kradnących wrogich żołnierzy, Francuzów i Wirtemberczyków /.../ Podczas “ery francuskiej” wielu mieszczan zubożało strasznie”. W śląskim społeczeństwie narastało poczucie upokorzenia i zranienia dumy narodowej. Z rozkazu cesarza Francuzów Prusy w 1812 roku były zmuszone wystawić kontyngent wojska na wyprawę do Rosji.
    Dopiero klęska Napoleona i zagłada Wielkiej Armii obudziły nadzieje na odzyskanie przez Niemców niepodległości. Tym bardziej zasadne, że Rosjanie zajęli Księstwo Warszawskie i wkroczyli na Dolny Śląsk. Wkrótce we Wrocławiu zjawił się sam król pruski Fryderyk Wilhelm III, który w tym mieście ustanowił słynne odznaczenie wojskowe Żelazny Krzyż (będące od tamtej pory najważniejszym orderem przyznawanym za zasługi wojenne) i wydał niemniej znaną odezwę “Do mojego ludu” . W marcu 1813 zaczęto też formować oddziały złożone z ochotników. Utworzono Armię Śląską, której dowództwo objął Gebhard Blücher. Tymczasem Napoleon zdołał zebrać nowe siły. Na początku 1813 roku utworzył Armię Łaby, 1 Korpus Obserwacyjny Renu ( przekształcony później w 2 Korpus Ney`a ), Korpus Obserwacyjny Italii, 4 Korpus Bertranda, 6 Korpus Marmonta i 12 Korpus Oudinota. Do tego dochodziła gwardia i dwa korpusy jazdy rezerwowej pod dowództwem Bessieriese'a.
Wkrótce też Rosjanie i Prusacy zostali wyparci z Saksonii (przegrane bitwy pod Lützow i Budziszynem). Poniesione klęski uświadomiły aliantom, że droga do zwycięstwa jest jeszcze daleka.
W maju Francuzi wkroczyli ponownie na Śląsk. Zajęli Legnicę, Złotoryję i Środę Śląską. Pewnie opanowaliby i większy teren, gdyby nie zawarcie rozejmu, potrzebnego obu stronom.
Nowe działania zbrojne rozpoczęto 17 sierpnia. Oddziały Blüchera najpierw odrzuciły Francuzów aż za Bóbr. Ci jednak kontratakowali i zmusili Niemców do szybkiego odwrotu. Wojska sprzymierzonych wycofały się w okolice Jawora.Wykorzystując fakt stacjonowania korpusów napole
ońskich w dużej odległości od siebie, stary generał pruski postanowił przejść do ofensywy.
Korpus Souhama znajdował się koło Legnicy, natomiast pod Złotoryją rozlokowane były wojska generałów Gerarda i Lauristona. Blücher sądził też, że większość sił napoleońskich pomaszerowała do Saksonii.
Z drugiej strony marszałek Macdonald był przekonany, że nieprzyjaciel kontynuuje odwrót. Postanowił więc dopaść oddziały prusko – rosyjskie.
Teren, na którym stoczono bitwę, niewiele się zmienił od tamtego czasu. Na jego obrzeżach wybudowano linię kolejową Jawor – Legnica, autostradę oraz zbiornik retencyjny Słup, który położony w samym centrum walk.Obszar ten przecinają dwie rzeki: Nysa Szalona i Kaczawa. W zasadzie są one dosyć płytkie. W suche lata można je przejść suchą nogą. Jednakże, gdy opady potrwają kilka dni, stają się one rwące i niebezpieczne, o czym się przekonali Francuzi.Na prawo od Nysy Szalonej rozciąga się Płaskowyż Janowicki. Jest to teren lekko pofałdowany i pozbawiony naturalnych przeszkód, dzięki czemu idealnie nadaje się do szarż kawaleryjskich i ataków kolumn piechoty. Jednakże, by się do niego dostać od strony rzeki, czyli tak jak atakowały oddziały napoleońskie, należałoby wspiąć się polnymi i wąskimi drogami biegnącymi wąwozami o stromych ścianach.Natomiast obszar znajdujący się na lewym brzegu Nysy Szalonej i po obu stronach Kaczawy charakteryzuje się licznymi wzgórzami nadającymi się działań defensywnych.

BITWA
 
Ranek 26 sierpnia był deszczowy. Padało całą noc. Generał Gebhard Blücher postanowił jednak atakować. Zwłaszcza, że już miał gotowy plan. Celem Blüchera był korpus generał Souhama stojący pod Legnicą. Niemiecki dowódca miał do swojej dyspozycji 72 tys. bagnetów i szabel. Przed 10 rano wydał więc rozkaz Langeronowi maszerowania w kierunku Złotoryi z zamiarem zajęcia wzgórz w pobliżu Kozowa i Rzymówki osłaniając w ten sposób manewr Yorka i przed ewentualnym atakiem obu znajdujących się tam korpusów.
Tymczasem korpus Yorka forsując Nysę Szaloną pod Krajowem i Duninem drogą przez Krotoszyce miał obejść prawe jego skrzydło i zaatakować go od tyłu. Natomiast Sacken miał przez Małuszów uderzyć na Souhama i zaangażować go od czoła.

Bladym świtem 26 sierpnia Rosjanie Sackena znajdowali się pod Małuszowem, szpice pod Nową Wsią Legnicką i Babinem. Czoło korpusu Yorka przeszło most w Krajowie i zajęło Krotoszyce. Zaś Langeron rozpoczął marsz lewym brzegiem Nysy. Nie zdając sobie sprawy z posunięć armii pruski-rosyjskiej do ataku ruszyli też Francuzi. Kawaleria Sebastnianiego wyparła strzelców wschodniopruskich z Krotoszyc. Do działań zaczepnych przystąpił korpus Gerarda i Lauristona. Ten ostani powstrzymał marsz oddziałów Langerona i zmusił go do obrony na linii Męcinka - Słup. Tylko Souham, który nie miał nowych rozkazów, stał nadal pod Legnicą.
Po godzinie 12 Blücher był już przekonany, że ma przed sobą wszystkie siły Macdonalda. Na domiar złego Yorkowi nie udało się obronić przeprawy na Nysie. Francuzi sforsowali rzekę i ich kolumny piechoty z jazdą wychodziły na Płaskowyż Janowicki, zajmując wzgórze Krzyżowe. Tymczasem na pole bitwy nie oczekiwanie przybył Souham. Jego pojawienie się było spowodowane zerwaniem mostów na Kaczawie pod Legnicą postanowieniem marszu na Jawor właśnie przez Krotoszyce. Niespodziewane pojawienie się tutaj tych oddziałów spowodowało ogromne zamieszanie. Skutek był taki, że większość jego żołnierzy w ogóle nie wzięła udziału w tej batalii
.
    Wobec takiego rozwoju wypadków Blücher postanowił rozstrzygnąć bitwę na Płaskowyżu. Musiał osłonić swoje prawe skrzydło od strony Warmątowic. Zdecydował więc ściągnąć spod Małuszowa korpus Sackena, który aktualnie był bezrobotny. A sytuacja stawała się coraz groźniejsza, bowiem usadowiona na wzgórzach artyleria francuska zadawała ogrome straty pruskim kolumnom. Niewiele brakowało aby jeden z batalionów Landwehry pod wpływem poniesionych strat uległ panice, co mogło być groźne dla całego zgrupowania. Jedynie zdecydowana postawa dowódcy grożącego, że będzie strzelał do uciekających, zaprowadziła ład w szeregach. Tymczasem York zajął pozycje między folwarkiem Christianshöhe (położony pomiędzy Bielowicami a Warmątowicami, nie zachował się) a Nysą na wysokości Słupa. Blücher do odzyskania wzgórza Krzyżowego rzucił batalion Landwehry, który po zaciętej walce na bagnety i kolby rozbił batalion francuskiej 8 brygady. Po otrzymaniu posiłków Prusacy odzyskali to wzniesienie. Na rozkaz Yorka, koło godz. 14.30, do ataku ruszyła kawaleria (głównie dragoni). Ci zdobyli artylerię i rozbili francuską jazdę. Sebastiani wówczas postanowił przejść do kontrataku, w wyniku którego zdziesiątkował oddziały pruskie i zdobył artylerię konną. Niewiele brakowało, aby do niewoli dostał się sam York. Otoczona przez masę napoleońskiej kawalerii pruska piechota ustawiona w czworoboki broniła się ostatkiem sił.
Wobec niepomyślnego rozwoju sytuacji stary generał rzucił rezerwy do walki. Na Francuzów uderzyli huzarzy z Brygady Meklemburskiej, ułani brandenburscy, szwadrony litewskich dragonów i rosyjskich huzarów oraz świeże oddziały piechoty.
“Przy dźwiękach werbli bataliony ławą sunęły do przodu i ucierpiały od kilku kul armatnich. Francuzi zostali zepchnięci do Nysy i Kaczawy” - zanotował w dzienniku pruski oficer.
Inny napisał: “Siedzieliśmy im z naszymi lancami na karkach. Gdy bowiem zobaczyli, że ani okop ani ich ogień nie wstrzymuje naszego ataku, zrobili w tył zwrot /... /.
Nasze straty były nieznaczne, byłyby jeszcze większe, gdyby miast strzelać ruszyli na nas zdecydowanie z szablami”. Wygląda na to, że ułani brandenburscy mieli dużo szczęścia, bowiem musieli trafić na rekrutów. W przeciwnym razie spotkałby ich taki sam los, co rosyjskich dragonów pod Iławą Pruską. Francuzi zdołali jednak odeprzeć ich atak i sami przystąpić do natarcia.
  
Znacznie lepiej wiodło się Lauristonowi. Jego dywizje przystąpiły do szturmu na pozycje Rosjan pod Męcinką. Ostrzał francuskich baterii ustawionych po obu stronach drogi Sichów-Chroślice zmusił do odwrotu artylerię rosyjską znajdującą się na Górze Winnik. Żołnierze z dywizji Maisona i Rochambeau zepchnęli strzelców rosyjskich do Męcinki. Langeron próbował kontratakować rzucając na francuskie czworoboki piechoty dragonów i kozaków. Ciągle padająca ulewa unieszkodliwiła karabiny (deszcz powodował zamoknięcie prochu na panewce) i piechurzy odparli jazdę bagnetami i kolbami. Za cofającymi się Rosjanami do Chroślic wdarły się oddziały napoleońskie i koło godziny 16.00 zdobyli Górę Winnik oraz Kamienną.
  
Blücher poinformowany o trudnej sytuacji na swoim lewym skrzydle posłał posiłki, które po sforsowaniu Nysy pod Słupem wyszły na lewą flankę korpusu Lauristona. Wzmocnione siły prusko-rosyjskie odbiły te dwie góry. Nie były jednak w stanie wyrzucić Francuzów z Chroślic.
Do rozstrzygającego starcia doszło w centrum i na prawym skrzydle. Na całe szczęście dla Prusaków w samą porę do Warmątowic przybyli Rosjanie Sackena. Dowódca rosyjski w samej wsi rozmieścił 4 bataliony strzelców, na południowy-zachód od niej 12 batalionów. Ciężkiej jeźdźcie kazał stanąć między Warmątowicami a Kościelcem. Na skraju prawego skrzydła umieścił kozaków. Natomiast ciężka artyleria zajęła pozycje na Górze Gołębiej.
    Sacken szybko się zorientował w sytuacji. Zauważył działania Sebastianiego zmierzające do rozpoczęcia ofensywy. Postanowił go uprzedzić uderzając kawalerią przez Tyńczyk Legnicki i Janowice Duże z zamiarem obejścia lewego skrzydła Macdonalda i wyjścia na tyły.
Ta rola przypadała jak zwykle kozakom. Atak wsparła piechota. Zwycięstwo przechylało się to na jedną, to drugą stronę. Sytuacja stała się niebezpieczna dla armii prusko-rosyjskiej z chwilą przybycia na pole bitwy dywizji lekkiej kawalerii z korpusu Souhama, którzy rozbili jazdę przeciwnika, ale nie potrafili tego zrobić z piechotą ustawioną w czworoboki (nie po raz pierwszy w tej bitwie). Ogień baterii ustawionych na Gołębiej Górze zdziesiątkował konnicę napoleońską.
“Nieprzyjaciel uciekł” - napisze z ulgą jeden z oficerów Blüchera. Odwrót żołnierzy napoleońskich początkowo przebiegał w pełnym porządku. Dopiero w wąwozach prowadzących do przeprawy zrobił się chaos.
“Koła łamały się, konie tratowały się, armaty wjeżdżały na siebie i nagle wszystko zatrzymało się. W innych wąwozach jeźdźcy i furmani z armat lub bez z krzykiem zlatywali z góry na dół /.../ Zamieszanie w wąwozach zatrzymało nawet zwycięzców, którzy po zabiciu najbliżej stojących, często nie mogli się przedrzeć przez leżące przed nimi trupy i wozy” - pisał naoczny świadek. Około godziny 18.00 bitwa już dogasała. 
   Zwycięzcy noc spędzili na pobojowisku, w strugach wciąż padającego deszczu, głodni i przemoknięci. Straszny było los tysięcy rannych. Ci, którzy nie dotarli do punktów medycznych, umierali z upływu krwi bądź z wycieńczenia. Zabici a nawet ranni padali ofiarą rabusiów. Wśród nich byli chłopi z okolicznych wsi i maruderzy obu armii.
    Rzecz bardzo znamienna, gdy 1928 roku powstawało Muzeum w Jaworze, do jego zbiorów trafiła duża ilość broni z tego okresu, ofiarowywana przez jaworzan i mieszkańców pobliskich miejscowości. Dzisiaj stanowi ona pokaźny procent kolekcji militariów.
Rannych (również Francuzów), którym udało się dotrzeć do punktu sanitarnego, przewieziono do Jawora. Zmarłych pochowano na nie istniejącym dziś cmentarzu (teren Szkoły Podstawowej nr 2, przypuszczalnie obszar pomiędzy budynkiem Państwowego Młodzieżowego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego a ul. Zieloną). O dokładnym miejscu ich pochówku zapomniano. W każdym razie Koischwitz, autor przewodnika z czasów międzywojennych, nie potrafił zlokalizować zbiorowego grobu.
Jak wynika z raportu Blüchera straty koalicji nie były zbyt wielkie: “Chyba jeszcze nigdy nie okupiono zwycięstwa tak niewielka ilością krwi” - pisał. Wedle tej relacji straty wyniosły ok. 1000 żołnierzy. Raczej nie pokrywa się to z innymi źródłami, podkreślającymi np. bardzo wysokie straty w niektórych pruskich jednostkach (np. piesza landwehra).

POŚCIG
  
Nazajutrz rozpoczęto pościg za nieprzyjacielem. Między francuską ariergardą a prusko-rosyjską awangardą dochodziło często do licznych utarczek (m.in. pod Prusicami, Krotoszycami, Pielgrzymką czy Wilczą Górą), w których wzięto licznych jeńców).
W ocenie głównodowodzącego pościg był prowadzony dosyć ślamazarnie: “Jeśli nie weźmiemy się ostro za wroga, to oczywiście się podniesie i będziemy musieli przez nową bitwę to osiągnąć, co mogliśmy mieć z tej, gdybyśmy postępowali energiczniej”.Ten stan rzeczy próbował usprawiedliwić szef sztabu Armii Śląskiej Gneisenau, który w raporcie do Blüchera pisał, że żołnierze są przemęczeni, a ogołocone z żywności wsie nie mogą jej dostarczać wojsku, przez co jest ono głodne. I wreszcie ten deszcz powodujący rozmoknięcie dróg, przez co oddziały tonęły w błocie.Tym razem natura uratowała armię francuską. Korpusy Gerarda i Lauristona w wyniku bierności Langerona mogły swobodnie przejść przez wezbrane wody Bobru. “Ach co to za głupcy z tych sprzymierzonych – naigrywał się jeden z uczestników tej batalii: - Jakże łatwo mogliby nas dopaść! Byliśmy w pułapce. Wystarczyło gdy by się zbliżyli i my wszyscy bylibyśmy w ich mocy”. Również korpus Souhama, praktycznie nie niepokojony przez nikogo, wycofywał się na Chojnów i Bolesławiec.
Efektem tej bitwy była utrata przez Francję Śląska jako bazy wypadowej do Księstwa Warszawskiego i dopuszczenie Armii Śląskiej do walk na terenie Saksonii. Zwycięstwo podbudowało moralnie armię pruską, która od 1806 roku była regularnie bita przez wojska francuskie. W latach późniejszych kaczawska wiktoria była wykorzystywana do budowania pruskiego patriotyzmu, szczególnie w 1913 roku.

opracował: Mirosław Szkiłądź