William Shakespeare
Hamlet
Akt III, scena 1


Oryginał
Stanisław Barańczak
Wojciech Bogusławski
Józef Paszkowski
Jerzy S. Sito
Maciej Słomczyński
Władysław Tarnawski
Stanisław Trembecki


Oryginał
HAMLET 
To be, or not to be: that is the question:
Whether 'tis nobler in the mind to suffer
The slings and arrows of outrageous fortune,
Or to take arms against a sea of troubles,
And by opposing end them? To die: to sleep;
No more; and by a sleep to say we end
The heart-ache and the thousand natural shocks
That flesh is heir to, 'tis a consummation
Devoutly to be wish'd. To die, to sleep;
To sleep: perchance to dream: ay, there's the rub;
For in that sleep of death what dreams may come
When we have shuffled off this mortal coil,
Must give us pause: there's the respect
That makes calamity of so long life;
For who would bear the whips and scorns of time,
The oppressor's wrong, the proud man's contumely,
The pangs of despised love, the law's delay,
The insolence of office and the spurns
That patient merit of the unworthy takes,
When he himself might his quietus make
With a bare bodkin? who would fardels bear,
To grunt and sweat under a weary life,
But that the dread of something after death,
The undiscover'd country from whose bourn
No traveller returns, puzzles the will
And makes us rather bear those ills we have
Than fly to others that we know not of?
Thus conscience does make cowards of us all;
And thus the native hue of resolution
Is sicklied o'er with the pale cast of thought,
And enterprises of great pith and moment
With this regard their currents turn awry,
And lose the name of action.--Soft you now!
The fair Ophelia! Nymph, in thy orisons
Be all my sins remember'd.

Stanisław Barańczak
HAMLET
Być albo nie być - oto jest pytanie.
Kto postępuje godniej: ten, kto biernie
Stoi pod gradem zajadłych strzał losu,
Czy ten, kto stawia opór morzu nieszczęść
I w walce kładzie im kres? Umrzeć - usnąć -
I nic poza tym - i przyjąć, że sen
Uśmierza boleść serca i tysiące
Tych wstrząsów, które dostają się ciału
W spadku natury. O tak, taki koniec
Byłby czymś upragnionym. Umrzeć - usnąć -
Spać - i śnić może? Ha, tu się pojawia
Przeszkoda: jakie mogą nas nawiedzić
Sny w drzemce śmierci, gdy ścichnie za nami 
Doczesny zamęt? Niepewni, wolimy
Wstrzymać się chwilę. I z tych chwil urasta
Długie, potulnie przecierpiane życie.
Bo gdyby nie ten wzgląd, któż by chciał znosić
To, czym nas chłoszcze i znieważa czas:
Gwałty ciemiężców, nadętość pyszałków,
Męki wzgardzonych uczuć, opieszałość
Prawa, bezczelność władzy i kopniaki,
Którymi byle zero upokarza
Cierpliwą wartość? Któż by się z tym godził,
Gdyby był w stanie przekreślić rachunki
Nagim sztyletem? Kto by dźwigał brzemię
Życia, stękając i spływając potem,
Gdyby nam woli nie zbijała z tropu
Obawa przed tym, co będzie po śmierci,
Przed nieobecną w atlasach krainą,
Skąd żaden jeszcze odkrywca nie wrócił,
I gdyby lęk ten nie kazał nam raczej
Znosić zło znane niż rzucać się w nowe?
Tak to świadomość czyni nas tchórzami
I naturalne rumieńce porywu
Namysł rozcieńcza w chorobliwą bladość,
A naszym ważkim i szczytnym zamiarom
Refleksja plącze szyki, zanim któryś
Zdąży przerodzić się w czyn. - Ale cicho,
Piękna Ofelia! - Nimfo, w swoich modłach
Wspomnij koniecznie każdy z moich grzechów.

Wojciech Bogusławski
HAMLET
Być albo nie być? Otóż jest pytanie... 
Jestże szlachetniejszym dla duszy 
znosić ostre ciosy niesprawiedliwej fortuny, 
czyli stawiając się opornie mnóstwu nieszczęść, 
wstrzymać ich nawał i skończyć one na zawsze? 
- Umrzeć - usnąć - nic więcej; 
a jeżeli ten sen jest przerwą dolegliwości 
i niepoliczonych cierpień, będących udziałem ludzkiej natury?... 
ten sen, w którym wszystko się kończy, 
powinien by być gorąco pragnionym. 
- Umrzeć. - Zasnąć - a może marzyć jeszcze?... 
tak, tu stawa nieprzebyta tama! - bo ażeby wiedzieć, 
jakie nam jeszcze sny w śnie śmierci przyjść mogą, 
kiedy już z tej doczesnej powłoki uwolnieni będziemy? 
to wymaga głębokiej rozwagi. 
- Ta to jedynie myśl przedłuża życie nędzarza. 
Jakiż bowiem człowiek chciałby znosić przewrotność wieku, 
niesprawiedliwość przemocy, pogardę dumnych, 
męki zdradzonej miłości, zuchwałość panów, 
sprawiedliwości przewłokę, i tę poniżającą oziębłość, 
jakiej cierpliwa zasługa doznaje od ludzi bez duszy... 
kiedy jednym sztyletem mógłby sobie wieczny udziałać pokój? 
Któż by chciał znosić te wszystkie ciężary? 
Kto jęczeć w niedostatku i pracy? 
Gdyby bojaźń jakowejś po zgonie przyszłości... 
tej nieznajomej krainy, 
z której żaden jeszcze nie powrócił wędrownik...
nie pogrążała chęci naszej okropnej niepewności 
i nie doradzała znosić raczej złe, które cierpimy, 
niżeli śpieszyć do innych, których nie znamy? 
A tak, sumienie czyni nas bojaźliwymi, 
a śmiałość i odwaga, wstrzymując na ten widok swój zapęd, 
powracają w otchłań wyobraźni. 
Przestańmy. 
(spostrzegając Ofelię) 
Jesteś tu, piękna Ofelio? 
(przybliża się do niej) 
Śliczna dziewico, nie zapominaj też w twojej modlitwie o moich winach.


Józef Paszkowski
HAMLET 
Być albo nie być, to wielkie pytanie.
Jestli w istocie szlachetniejszą rzeczą
Znosić pociski zawsitnego losu
Czy też, stawiwszy czoło morzu nędzy,
Przez opór wybrnąć z niego? - Umrzeć - zasnąć -
I na tym koniec. - Gdybyśmy wiedzieli,
Że raz zasnąwszy, zakończym na zawsze 
Boleści serca i owe tysiączne
Właściwe naszej naturze wstrząśnienia,
Kres taki byłby celem na tej ziemi
Najpożądańszym. Umrzeć - zasnąć. - Zasnąć!
Może śnić? - w tym sęk cały, jakie bowiem
W tym śnie śmiertelnym marzenia przyjść mogą,
Kiedy zrzucimy z siebie więzy ciała,
To zastanawia nas: i toć to czyni
Tak długowieczną niedolę; bo któż by
Scierpiał pogardę i zniewagi świata,
Krzywdy ciemiężcy, obelgi dumnego,
Lekceważonej miłości męczarnie,
Odwłokę prawa, butę władz i owe
Upokorzenia, które nieustannie
Cichej zasługi stają się udziałem,
Gdyby od tego kawałkiem żelaza
Mógł się uwolnić? Któż by dźwigał ciężar
Nudnego życia i pocił się pod nim,
Gdyby obawa tego obcego nam kraju,
Skąd nikt nie wraca, nie wątliła woli
I nie kazała nam pędzić dni raczej 
W złem już wiadomym niż uchodząc przed nim
Popadać w inne, którego nie znamy.
Tak to rozwaga czyni nas tchórzami;
Przedsiębiorczości hoża cera blednie
Pod wpływem wahań i zamiary pełne
Jędrności, zbite z wytkniętej kolei,
Tracą nazwisko czynu. - Ha! co widzę?
Piękna Ofelia! - Nimfo, w modłach swoich
Pomnij o moich grzechach.

Jerzy S. Sito
HAMLET
Być - albo nie być;
oto jest pytanie.
Czy dla umysłu godniej jest znosić
strzały i razy nieprzytomne
losu - 
czy też wystąpić czynnie przeciwko morzu nieszczęść
i poprzez opór
skończyć z nimi,
zgnieść je?
Spać.
Spać.
Nic więcej.
I tylko snem ogłosić,
że ból serca minął
i minęły cierpienia przyrodzone ciału.
Oto spełnienie godne pożądania:
spać-
umrzeć,
zasnąć.
Tylko śnić czasami?
W tym cały szkopuł!
Bo kiedy sen śmierci
odrzuci naszą doczesną powłokę,
jakież sny nas nawiedzą?
To nas powstrzymuje;
i życie nasze czyni długim pasmem
klęsk...
Któż bowiem zechciałby znosić drwiny i chłostę epoki,
pogardę dla ubogich,
krzywdy od ludzi możnych,
ból wzgardzonej miłości,
bezczelność urzędów,
łamanie prawa
i upokorzenia, których miernota nie szczędzi zasługom,
jeśli sam mógłby zamknąć ów rachunek
kawałkiem stali?
Któż zechciałby dźwigać ten ciężar,
pocąc się i stękając pod brzmieniem życia,
gdyby obawa tego, co za grobem - 
lądów nieznanych,
z których nikt nie wraca - 
nie osłabia naszej woli czynu?
Ona nas pęta;
ona każe znosić raczej już zło, które znamy,
niż szukać innego...
Tak więc ś w i a d o m o ś ć czyni nas tchórzami;
myśl -
chorobliwą bielą powleka rumieniec decyzji,
a przedsięwzięcia,
o wielkim znaczeniu i wadze,
zmieniają bieg swój
i tracą znamiona działania.
Dość już, dość!
Piękna Ofelio...!
W swojej modlitwie, nimfo, 
wspomnij o moich grzechach...

Maciej Słomczyński
HAMLET
Być albo nie być; oto jest pytanie:
Czy szlachetniejszym jest znosić świadomie
Losu wściekłego pociski i strzały,
Czy za broń porwać przeciw morzu zgryzot,
Aby odparte znikły? - Umrzeć, - usnąć,-
Nic więcej; snem tym wyrazić, że minął
Ból serca, a z nim niezliczone wstrząsy,
Które są ciała dziedzictwem: kres taki
Błogosławieństwem byłby. Umrzeć, - usnąć,-
Usnąć! Śnić może? Tak, oto przeszkoda;
Bowiem sny owe, które mogą nadejść
Pośród snu śmierci, gdy już odrzucimy
Wrzawę śmiertelnych, budzą w nas wahanie,
Zmieniając życie nazbyt długie w klęskę.
Któż by zniósł bicze i szyderstwa czasu,
Krzywdy ciemiężców i zniewagi pysznych,
Boleść okrutną wzgardzonej miłości,
Prawa leniwe, zuchwalstwo urzędów
I poniżenie, które znosić musi
Zasługa cicha od niegodnych łotrów,
Gdyby uwolnić się mógł sam od tego
Nagim sztyletem? Któż by niósł ów ciężar
I dźwigał życie swoje udręczone,
Sapiąc i pocąc się, gdyby mu trwoga
Przed czymś po śmierci, przed tą nie odkrytą
Krainą, z której nie powraca żaden 
Wędrowiec, woli nie pętała, każąc
Znieść ów ból znany raczej, niż ulecieć
Ku innym, których nie znamy? Tak nasza
Świadomość wszystkich nas przemienia w tchórzy,
Rumiany odcień naszej stanowczości
Blaknie, pokryty bladą barwą myśli,
A przedsięwzięcia rozległe i ważkie
Z przyczyny owej w nurt wpadają kręty
I gubią imię czynów. Lecz milcz teraz!
Piękna Ofelia! Nimfo, wspomnij w modłach
Na wszystkie grzechy me.

Władysław Tarniawski
HAMLET
Być, czy też nie być - oto jest pytanie.
Czy szlachetniejszy widny duch w znoszeniu
Pocisków oraz strzał gniewnego losu,
Czy w pochwyceniu za broń przeciw morzu
Przykrości, by im kres położył opór?
Umrzeć - spać - i nic więcej; i powiedzieć,
Że sen jest kresem serdecznego bólu
I tych tysiącznych przyrodzonych wstrząsów,
Których dziedzicem ciało - któż gorąco
Nie pragnąłby takiego końca? Umrzeć -
Spać; spać - a może marzyć? Otóż właśnie,
Tu jest zawada. Bo w śnie owym śmierci
Jakie marzenia mogą przyjść, gdy wreszcie
Z ziemskiego wykręcimy się zamętu?
To rzecz namysłu warta, to jest wzgląd,
Co życie dłuży w nieskończoność nędzy.
Bo kto by znosił czasów bicz i wzgardę,
Gwałt od ciemiężcy, od dumnego hańbę,
Męki miłości odtrąconej, prawa
Odwłokę, władzy niegodziwą butę
I te kopnięcia, które przez niegodnych
Cierpliwej wymierzane są zasłudze,
Jeśliby ostrzem nagiego sztyletu
Na zawsze mógł załatwić porachunki?
Kto dźwigałby brzemiona, w pocie czoła
Wzdychał pod trudem życia. gdyby nie to,
Że strach przed czymś po śmierci, że nieznany
Ów kraj, z którego nie powrócił żaden
Wędrowiec, źle kieruje naszą wolę,
Każąc nam raczej znosić zło zwyczajne
Niźli uciekać ku złu nieznanemu.
Tak tedy namysł czyni nas tchórzami
I tak wrodzoną cerę stanowczości
Pokrywa chorobliwa bladość myśli,
A przedsięwzięcia szerokiego lotu
I wielkiej wagi, przez ten wzgląd gdzieś na bok
Zwracając prąd swój, tracą miano czynu.
Lecz cicho!
Piękna Ofelia! - Nimfo, w swych modlitwach
Pamiętać chciejcie o mych wszystkich grzechach.
(67-106) {Być czy też nie być - oto jest pytanie: To be or not to be, that is the question - czwarty monolog, a raczej część trzeciego: O, jakiż ze mnie hultaj i cham podły (II 2) - monolog ten ma decydujące, kluczowe znaczenie dla zrozumienia tragedii. Interpretowany był najróżnorodniej, przeważnie błędnie, gdyż podsuwano w nim bohaterowi intencje samobójcze, wątpliwości co do istnienia życia pozagrobowego. Istnieje dążenie do obalenia tych teorii krytyków ze szkoły psychologicznej."Pytania w sensie tradycyjnie przyjętym w monologu nie ma. Sprawa ma charakter etyczny, nie ontologiczny:"co szlachetniejsze?" czy raczej: "co bardziej godne gentelmana" - Whether t'is nobler?... i jest to dalszy ciąg rewaluacji kryteriów etycznych pierwszej, wybuchowej części poprzedniego monologu: O what a rouge... Co tam dusza potępiała jako niegodne gentelmana (natomiast naturalne u hultaja, rouge...) - mianowicie znoszenie upośledzenia (opression) - to teraz ze stanowiska daleko idącej troski o duszę będzie miało wyższy walor" (Chwalewik). Przekład Wł. Tarniawskiego podtrzymujący - wydaje się - błędną tezę o myśli samobójczej u bohatera, tak jak przekłady innych polskich tłumaczy Hamleta, wymaga w tym urywku zasadniczej treściowej i słownej korektury.}
Stanisław Trembecki
HAMLET
Już czas z nieporuszonym wybierać obliczem
Smierć albo gorzkie życie i stać się z czegoś niczem.
Bóstwo! jeżeli jesteś, oświeć moją wolą,
Mamli starzeć pod srogą schylony niedolą,
Więdnieć dłużej lub skończyć okropne rozpaczy?
Cóż jestem, kto mnie trzyma i co się śmierć znaczy?
Jest to koniec uścisków, jedyne schronienie,
Po długich troskliwościach spokojne uśpienie?
Sen taki wszystko morzy. Lecz po tym zaśnieniu
Często nam o straszliwym mówią przebudzeniu,
Grożą nam, że z rozmysłem gubiących się marnie
Wieczne na innych światach czekają męczarnie.
O! Niepewny przechodzie, o, wieczności sroga!
Na samo twe wspomnienie serce ziębi trwoga.
Och! któżby mógł bez ciebie znosić życia nudy
Szalbierskich święcenników uwielbiać obłudy,
Niestatecznych kochanek adorować blędy,
Płaszczyć się przed odęciem noszących urzędy,
I ukazywać duszę cierpiącą głęboko
Przyjaciołom, nieszczerze zwracającym oko.
W takich byłyby razach słodkie wieku mety;
Lecz skrupuł samobójcze hamuje sztylety,
Broni leczące smutek piersiom zadać rany,
Z rycerzy bojaźliwie czyniąc chrześcijany.
Hamlet - index strona główna Mysi